Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views :

Siles, Pater, Michał Tomasik – Popkiller Młode Wilki 6 – Cypher #4 (prod. Deemz)

/
/
/
38 Views
Podziel się!
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  



Preorder płyty:

Michał Tomasik:
Siles:
Pater:
Deemz:
DJ Esquite:

Popkiller Młode Wilki – szósta edycja flagowej akcji promującej młode talenty na polskiej scenie hip-hopowej. W dotychczasowych edycjach pojawiły się takie czołowe dziś postaci polskiego rapu jak KęKę, Białas, Bisz, Buka, Otsochodzi, Bedoes, ReTo, PlanBe, Żabson, Kuban czy Wac Toja. Teraz czas na rocznik 2018…

Za pomoc w nagraniu dziękujemy Prodigy Studio
Zdjęcia: Maciej Pieczykolan (MVPclips:
-Kuba Kokot (
-Niko Pływacz
Montaż: Maciej Pieczykolan (MVPclips)
Kierownik produkcji: Piotr Zajączkowski
Realizacja audio: Chris Korczak
Oświetlenie: Łukasz Fantoli
Charakteryzacja: Paulina Nowakowska
Grafika: Studio Graficzne AJ – www.studio-aj.pl
Foto: Tomasz Karwiński
Producent: Mateusz Natali

Akcję Popkiller Młode Wilki 6 (2018) zrealizowaliśmy dzięki pomocy:
– UrbanCity www.urbancity.pl
– Outsidewear www.outsidewear.com
– Diamante Wear www.diamante-wear.com

source

  • Buffer
  • stumbleupon
  • Reddit

19 Comments

  1. Ja stoję tu, ty widzisz jedną stronę tej pracy, tych postaci
    Tylko to, co chcę ci pokazać, a raczej co chcesz zobaczyć
    Tylko dzieciaki – nieważne, czy mają trzydzieści, czy ile, co tacy
    Mogą wiedzieć o życiu, niech nie oczekują owacji
    Mają przywilej, że mogą gadać, mogą zarabiać
    To tylko zabawa młodych, co nie muszą udawać
    Pozory to podstawa dla was, żeby kimś być i nara
    Nikt nie ma prawa się wpierdalać, to twoja sprawa
    Bo nie o to chodzi, że sam nie ogarniasz co wkoło
    A masz czelność mówić innym, co mają robić ze sobą
    Jeszcze nie wyszedłeś na ludzi, a już po nich depczesz
    Jesteś tak samo istotny jak te mrówki, a nawet nie wiesz kim jesteś
    Rzucam temat na tapet, jak kawę na ławę, uderzam w stół
    Niech wezmą to do siebie, niech nożyce się odezwą
    To łatwe, ale choć raz niech się zmiany dokonają od wewnątrz
    Pokonają tę pewność wieczną, mordeczko

    [Zwrotka 2: Siles]
    Nie przyszedłem tu po suki, w tym już jestem mainstream
    Chcę wypełnić po niej luki, dupy chcą się pieprzyć
    Za mną same Lucky Luki grają sobie festyn
    Kapiszony robią huki, moje wersy Meksyk
    [?] spalę ci poemat
    Rzucam mięso na Cypherze, szczerze nie podawaj tego falafela
    Przy mnie jedziesz na rowerze, kiedy moje rapy są jak Panamera
    Co panie raperze? debet to jedyne, co masz tu i teraz
    Dla mnie to zaszczyt [?] poza tę akcję, kiedy proponują ci trucizny zastrzyk
    Łap ten krystaliczny zew, który nie niszczy warstwy formy, tylko chwasty
    Lepiej zobacz, kto tu ma styl
    Pierwszy, a nie jedenasty
    Łap to światło jak jebane chloroplasty
    Skoro nikt nie patrzy, no to my pokażmy złość
    Widzę cię tu, patrzysz teraz jak pracuję za stu
    Chcę tu robić w chuj stów, a ty stój tu
    To przed nami zobaczysz dystans dzielący nas dwóch
    A może buch, buch? Tylko wiedz, to cię nie wprowadzi w ruch tu
    Wróg już czeka, by cię zaraz wyjebać przez próg znów
    [Zwrotka 3: Pater]
    Milion folderów na kompie, nie wiem ile to już lat robię
    Jeżeli padnie mi dysk to ja chyba padnę na pysk, ziom
    Życie jest ciągłą gonitwą, oni się modlą, bo kwit chcą
    Kiedy chcę siano to piszę o bit, bo mówią, że kurwa mym darem jest hip-hop
    Przybyłem tu znikąd, przybysz z kosmosu, i znają mnie gwiazdy
    Daj spokój z muzyką, za dużo osób mówi, że brzmisz jak każdy
    Brzmisz jak każdy, a nie znaczysz nic
    Mam te jazdy, kiedy w bani dynks
    Oznaczę swe miasto na mapie, to sprawa Eazy-E
    To kwestia czasu, nim zarobię papier, to chyba widzisz dziś
    Gdy patrzę, co dzieje się w rapie to nie ma skill'i nikt
    My rapujemy, a wy posprzątacie, do stolicy wbiły wilki
    Nic nie musimy, a wszystko możemy
    Nie moim problemem twoje problemy
    I nie jest problemem zdjęcie cię ze sceny
    Przykra sprawa, z ciebie wiecznie beka typie
    Soczysta bragga, chciałeś więcej, to czekaj na płytę

  2. Tekst
    [Zwrotka 1: Michał Tomasik]
    Ja stoję tu, ty widzisz jedną stronę tej pracy, tych postaci
    Tylko to, co chcę ci pokazać, a raczej co chcesz zobaczyć
    Tylko dzieciaki – nieważne, czy mają trzydzieści, czy ile, co tacy
    Mogą wiedzieć o życiu i niech nie oczekują owacji
    Mają przywilej, że mogą gadać, mogą zarabiać
    To tylko zabawa młodych, co nie muszą udawać
    Pozory to podstawa dla was, żeby kimś być i nara
    Nikt nie ma prawa się wpierdalać, to twoja sprawa
    Bo nie o to chodzi, że sam nie ogarniasz co wkoło
    A masz czelność mówić innym, co mają robić ze sobą
    Jeszcze nie wyszedłeś na ludzi, a już po nich depczesz
    Jesteś tak samo istotny jak te mrówki, a nawet nie wiesz kim jesteś
    Rzucam temat na tapet, jak kawę na ławę, uderzam w stół
    Niech wezmą to do siebie, niech nożyce się odezwą
    To łatwe, ale choć raz niech się zmiany dokonają od wewnątrz
    Pokonają tę pewność wieczną, mordeczko

    [Zwrotka 2: Siles]
    Nie przyszedłem tu po suki, w tym już jestem mainstream
    Chcę wypełnić po niej luki, dupy chcą się pieprzyć
    Za mną same Lucky Luki grają sobie festyn
    Kapiszony robią huki, moje wersy Meksyk
    [?] spalę ci poemat
    Rzucam mięso na Cypherze, szczerze nie podawaj tego falafela
    Przy mnie jedziesz na rowerze, kiedy moje rapy są jak Panamera
    [?], debet to jedyne, co masz tu i teraz
    Dla mnie to zaszczyt [?] poza tę akcję, kiedy proponują ci trucizny zastrzyk
    Łap ten krystaliczny zew, który nie niszczy warstwy formy, tylko chwasty
    Lepiej zobacz, kto tu ma styl
    Pierwszy, a nie jedenasty
    Łap to światło jak jebane chloroplasty
    Skoro nikt nie patrzy, no to my pokażmy złość
    Widzę cię tu, patrzysz teraz jak pracuję za stu
    Chcę tu robić w chuj stów, a ty stój tu
    To przed nami zobaczysz dystans dzielący nas dwóch
    A może buch, buch? Tylko wiedz, to cię nie wprowadzi w ruch tu
    Wróg już czeka, by cię zaraz wyjebać przez próg znów

    [Zwrotka 3: Pater]
    Milion folderów na kompie, nie wiem ile to już lat robię
    Jeżeli padnie mi dysk to ja chyba padnę na pysk, ziom
    Życie jest ciągłą gonitwą, oni się modlą, bo kwit chcą
    Kiedy chcę siano to piszę o bit, bo mówią, że kurwa mym darem jest hip-hop
    Przybyłem tu znikąd, przybysz z kosmosu, i znają mnie gwiazdy
    Daj spokój z muzyką, za dużo osób mówi, że brzmisz jak każdy
    Brzmisz jak każdy, a nie znaczysz nic
    Mam te jazdy, kiedy w bani dynks
    Oznaczę swe miasto na mapie, to sprawa Eazy-E
    To kwestia czasu, nim zarobię papier, to chyba widzisz dziś
    Gdy patrzę, co dzieje się w rapie to nie ma skill'i nikt
    My rapujemy, a wy posprzątacie, do stolicy wbiły wilki
    Nic nie musimy, a wszystko możemy
    Nie moim problemem twoje problemy
    I nie jest problemem zdjęcie cię ze sceny
    Przykra sprawa, z ciebie wiecznie beka typie
    Soczysta bragga, chciałeś więcej, to czekaj na płytę

  3. tomasik wiadomo sobie wszedł na offbicie i wyruchał edycje , dalej braga szczerze na rowerze i przyśpieszenia po węgiersku chyba na raz nawijane , trzeci oprócz tego że ma dobry głos to mogłoby go nie być

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This div height required for enabling the sticky sidebar
Translate »