Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views : Ad Clicks : Ad Views :

Taco Hemingway – "To by było na tyle" (prod. Rumak)

/
/
/
165 Views
Podziel się!
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  



Mix & mastering: DJ Eprom dla Eprom Sounds Studio
Nagrania: Staszek Koźlik dla Erem Studio

source

  • Buffer
  • stumbleupon
  • Reddit

22 Comments

  1. [Verse 1]
    To by było na tyle
    Owszem w głowie zamiast róż ciągle dzikie badyle
    Chociaż czasem bredzę jakbym w łepetynie miał wylew
    To w Marmurze spokój ducha niewątpliwie nabyłem
    Zamawiam taksówkę na plażę
    Kierunek: dworzec w Sopocie. Obieram kurs na Warszawę
    W okienku proszę o bilet, jakoś na już jak da radę
    Zawieszam na kimś oko, dobrze znana buzia. Pasażer
    Zęby szczerzy ozdobnie
    Wymachując do mnie widzę, że się cieszy ogromnie
    Chryste panie… Wzdycham, bo się czuję niezbyt rozmownie
    Się przybliżam: “proszę pana, pan mnie śledzi ponownie”?
    Wybucha śmiechem. Każdy wokół tu zerka na nas
    Mi się kruszy narracja, burzy i pęka rama
    Pewnie dla części słuchaczy dawno już puenta znana
    Powiedział tak: “pan jest częścią mnie, ja częścią pana”

    [Verse 2]
    Pora żebyś prawdę znał Filipie
    Nie urodziłem się w pociągu w ten upalny lipiec
    Wszak jestem na okładce WOSKU i w ostatnim klipie
    Ja od początku z tobą, gdyby nie ja grałbyś w FIFĘ
    Nic więcej. Ja kazałem kroczyć do Marmuru
    Byś tam wypoczął i się mógł odseparować z tłumu
    Pod Żyrandolem wznoszę toast, a ty dałeś w długą
    Szukać jesiennej weny, znalazłeś valetudo
    I majaki o tych psach grubo-chudych
    Potem znowu cię rozkojarzyła mgła tuląc umysł
    Nauczyłeś się po życia bieżni mocno stąpać
    I nie zanurzać się bez przerwy w tamtych prostokątach
    Przyznam czasem się przyturlał mi błąd
    Tabletką cię poczęstowałem tuż przed “Tsunami blond”
    Chciałem podpalić lont, żywisz do mnie wielki uraz
    Co dałeś mi do zrozumienia zwrotką w “Ślepych sumach”
    Rozumiem. W twej stagnacji wywołałem dygot
    Zmusiłem cię byś pod refleksję poddał cały żywot
    Byś uświadomił sobie że zdobyłeś to czegoś łaknął
    Gdy te ściany były głuche i patrzyły krzywo
    Osiągnąłeś to czegoś pragnął
    Gdy w twej głowie same smuty i pachniało stypą
    Osiągnąłeś to, czegoś pragnął
    I zawdzięczasz ciężkiej pracy to, nie narkotykom

    [Verse 3]
    Gdy uploadowałem “Trójkąt”, ciebie strach poniewierał
    Wypychałem cię na scenę na ten blask Open'era
    Gdyby nie ja pewnie do dziś stałbyś w przejściu
    No albo siedział z twarzą w dłoniach ciągle na backstage’u
    Mówiłeś po “Umowie”, że to rzucasz. No i co?
    Już minął rok a ty nie odpuszczasz
    Dziesięć tysięcy osób czeka aż przypłynie łódka
    Płynie ten chłopak co rapował każdy wers do lustra
    Jestem twoją ambicją
    Ale musisz kontrolować mnie, bo chciałbym wziąć wszystko
    Duży dom pełen cudzych żon? Słaba to przyszłość
    Lecz, na boga, chcesz tu gwiazdą być czy jakimś statystą?
    Chcesz być byle który czy ósmy pasażer Nostromo?
    Jesteś z tych co walczą o honor czy płaczą o pomoc?
    Masz dwie opcje, Fifi ze szmatą albo Taco z koroną
    Także wybieraj mądrze, sukinsynu, plata o plomo?

    Dobra decyzja. Jeszcze marmuru masz mało
    Papa, Trójmiasto. Jedziemy na WWA. Ciao

  2. [Verse 1]
    To by było na tyle
    Owszem w głowie zamiast róż ciągle dzikie badyle
    Chociaż czasem bredzę jakbym w łepetynie miał wylew
    To w Marmurze spokój ducha niewątpliwie nabyłem
    Zamawiam taksówkę na plażę
    Kierunek: dworzec w Sopocie. Obieram kurs na Warszawę
    W okienku proszę o bilet, jakoś na już jak da radę
    Zawieszam na kimś oko, dobrze znana buzia. Pasażer
    Zęby szczerzy ozdobnie
    Wymachując do mnie widzę, że się cieszy ogromnie
    Chryste panie… Wzdycham, bo się czuję niezbyt rozmownie
    Się przybliżam: “proszę pana, pan mnie śledzi ponownie”?
    Wybucha śmiechem. Każdy wokół tu zerka na nas
    Mi się kruszy narracja, burzy i pęka rama
    Pewnie dla części słuchaczy dawno już puenta znana
    Powiedział tak: “pan jest częścią mnie, ja częścią pana”

    [Verse 2]
    Pora żebyś prawdę znał Filipie
    Nie urodziłem się w pociągu w ten upalny lipiec
    Wszak jestem na okładce WOSKU i w ostatnim klipie
    Ja od początku z tobą, gdyby nie ja grałbyś w FIFĘ
    Nic więcej. Ja kazałem kroczyć do Marmuru
    Byś tam wypoczął i się mógł odseparować z tłumu
    Pod Żyrandolem wznoszę toast, a ty dałeś w długą
    Szukać jesiennej weny, znalazłeś valetudo
    I majaki o tych psach grubo-chudych
    Potem znowu cię rozkojarzyła mgła tuląc umysł
    Nauczyłeś się po życia bieżni mocno stąpać
    I nie zanurzać się bez przerwy w tamtych prostokątach
    Przyznam czasem się przyturlał mi błąd
    Tabletką cię poczęstowałem tuż przed “Tsunami blond”
    Chciałem podpalić lont, żywisz do mnie wielki uraz
    Co dałeś mi do zrozumienia zwrotką w “Ślepych sumach”
    Rozumiem. W twej stagnacji wywołałem dygot
    Zmusiłem cię byś pod refleksję poddał cały żywot
    Byś uświadomił sobie że zdobyłeś to czegoś łaknął
    Gdy te ściany były głuche i patrzyły krzywo
    Osiągnąłeś to czegoś pragnął
    Gdy w twej głowie same smuty i pachniało stypą
    Osiągnąłeś to, czegoś pragnął
    I zawdzięczasz ciężkiej pracy to, nie narkotykom

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This div height required for enabling the sticky sidebar
Translate »