Kiedy myślisz o Vans, przed oczami masz pewnie betonowe bowle, zapach wosku do deskorolki i nieśmiertelną sylwetkę, która przetrwa każdą sesję na streecie. Ale linia OTW by Vans to coś więcej – to laboratorium, w którym spotykają się rzemiosło, high-fashion i czysta, nieskrępowana sztuka. Tym razem ekipa z Anaheim po raz czwarty połączyła siły z Julianem Klincewiczem. Jeśli nie kojarzycie tego gościa, to najwyższy czas nadrobić zaległości. Julian to multimedialny wizjoner z LA, który potrafi zamienić parę butów w osobisty pamiętnik. Ta kolekcja to nie są zwykłe dropy, które lądują na dnie szafy po jednym sezonie. To autentyczny storytelling zapisany na zamszu i skórze, który uderza w nasze głośniki już 15 maja.
Energia Mango i głębia zieleni w nowym wydaniu Old Skool 36
Nie będę ściemniać – Old Skool 36 to model, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. To fundament szafy każdego, kto choć raz poczuł vibe kalifornijskiego słońca. Jednak to, co Klincewicz zrobił z tą sylwetką w ramach najnowszego dropu, to czysta poezja kolorów. Do wyboru mamy dwa warianty, które totalnie ze sobą kontrastują, a jednocześnie idealnie się uzupełniają. Pierwszy z nich, „Mango Mojito Orange”, to uderzenie pozytywnej energii. To kolor, który krzyczy „lato”, ale robi to w sposób wyrafinowany, daleki od jarmarcznych neonów. Z drugiej strony mamy „Ivy Green” – stonowaną, głęboką zieleń, która siedzi idealnie w obecnych trendach gorpcore i earth tones.
W obu przypadkach jakość wykonania stoi na poziomie, którego oczekujemy od linii premium. Zamszowe nakładki są mięsiste i miłe w dotyku, a skórzane detale dodają im sznytu, którego próżno szukać w podstawowych liniach. Co mnie najbardziej jara? Materiałowy język. To taki subtelny ukłon w stronę skate’owego dziedzictwa Vans, który sprawia, że but świetnie pracuje na stopie. Całość osadzona jest na klasycznej, gumowej podeszwie, ale diabeł tkwi w szczegółach, o których zaraz Wam opowiem.
Mroczna elegancja Style 31 dla fanów minimalistycznego vibe’u
Jeśli jaskrawe kolory to nie Wasza bajka i wolicie coś, co wtopi się w nocny krajobraz miasta, Style 31 w kolaboracji z Julianem będzie Waszym nowym graalem. Kolorystyka określona jako „India Ink / Black” to mistrzostwo świata w kategorii „silent luxury” na streecie. To but, który nie musi krzyczeć, żeby zostać zauważonym. Jest surowy, konkretny i niesamowicie stylowy.
Style 31 to sylwetka, która często pozostaje w cieniu bardziej popularnych braci, ale w tym wydaniu pokazuje swój pazur. Połączenie czerni z atramentowym granatem nadaje im głębi, której brakuje zwykłym, czarnym sneakersom. To idealna opcja, gdy idziesz na wernisaż albo na nocny przelot po klubach i chcesz wyglądać na gościa, który wie, co jest pięć. Podobnie jak w przypadku Old Skooli, mamy tu miks najwyższej jakości zamszu i skóry, co gwarantuje, że te buty zestarzeją się z klasą. Pamiętajcie, że w streetwearze im więcej but przeżył, tym lepszą ma historię do opowiedzenia.
Osobisty ślad artysty i detale, które robią różnicę
To, co odróżnia kolaboracje OTW by Vans od masowej produkcji, to ładunek emocjonalny. Julian Klincewicz nie wszedł do biura projektowego tylko po to, żeby wybrać kolory z próbnika. On przelał tam cząstkę siebie. Na butach znajdziecie ręcznie rysowane szkice oraz niestandardowe metki. Inspiracją do ich stworzenia były codzienne listy zadań (to-do lists), które Julian prowadzi od lat. To genialny zabieg – nosząc te buty, masz na nogach fragment czyjejś codzienności, procesu twórczego i pasji.
Ale to nie koniec smaczków. Każda para posiada logo „Joyous Chorus” na piętce, co jest znakiem rozpoznawczym wspólnych projektów artysty i marki. A jeśli jesteście fanami czworonogów, to ten detal Was rozłoży na łopatki: do butów dołączony jest brelok w kształcie psa Juliana o imieniu Roo. To takie małe „coś”, co sprawia, że czujesz, że kupujesz produkt od człowieka dla ludzi, a nie od bezdusznej korporacji. To właśnie takie detale budują hype, którego nie da się kupić kampanią reklamową.
Technologia ukryta w waflowej podeszwie
Wygląd to jedno, ale umówmy się – nikt nie chce chodzić w butach, które po godzinie sprawiają, że masz ochotę wrócić do domu boso. OTW by Vans dba o nasze stopy, pakując do środka technologię Sola Foam ADC. To wkładki, które oferują amortyzację na zupełnie nowym poziomie. Niezależnie od tego, czy cały dzień biegasz po mieście załatwiając sprawy, czy stoisz w kolejce po kolejny drop, Twoje stopy Ci podziękują.
Oczywiście, nie mogło zabraknąć fundamentu, czyli kultowej waflowej podeszwy. To ona odpowiada za tę legendarną przyczepność, którą kochają skejci na całym świecie. Jest trwała, solidna i daje to specyficzne „czucie podłoża”, za które wszyscy cenimy markę Vans. Całość tworzy konstrukcję, która jest gotowa na wyzwania współczesnej ulicy, łącząc estetykę high-endu z funkcjonalnością buta roboczego.
Dlaczego ta kolaboracja to must-have tego sezonu?
Patrząc na to, co dzieje się obecnie na rynku sneakersowym, łatwo o przesyt. Kolejne kolorystyki retro modeli zalewają apki, a my często czujemy znużenie. Współpraca OTW by Vans x Julian Klincewicz to oddech świeżości. To dowód na to, że można wziąć klasyki, które mają kilkadziesiąt lat, i tchnąć w nie nowe życie bez niszczenia ich DNA. To projekt, który stoi na skrzyżowaniu sztuki niezależnej i rzemiosła najwyższej próby.
Premiera już 15 maja, więc radzę ustawić budziki. Takie wydania znikają szybciej, niż zdążysz powiedzieć „Sk8-Hi”. Jeśli szukasz butów, które będą manifestem Twojego stylu i wyrazem uznania dla autentycznej kreatywności, nie możesz przejść obok nich obojętnie. Sprawdzajcie oficjalną stronę i szukajcie ich w najlepszych butikach streetwearowych. Widzimy się na streecie – oczywiście w Vansach.






